W wieku 67 lat tata przechodzi wreszcie na swoją upragnioną emeryturę. Oczekiwał jej z wielkim wytęsknieniem i gdy wreszcie nadszedł ten dzień, gdy nie musiał wstawać rano do pracy, poczuł jak mi później powiedział, dziwny smutek.
Stracił może nie sens życia, ale potrzebę jakieś większej aktywności. Do tej pory, praca i obowiązki z nią związane, trzymały go w formie nie pozwalały się starzeć, natomiast po tygodniu emerytury, jak sam stwierdził, poczuł się jak 60 latek.
Trzeba było coś z tym koniecznie zrobić i dać mu jakieś zajęcie. Po długich naradach z rodzeństwem, doszliśmy do wniosku, że najlepszym zajęciem będzie dla niego coś na czym się zna. A jako, że ojciec od najmłodszych lat zajmował się budowlanka, postanowiliśmy dać mu zlecenie.
Wspólnie zebraliśmy dość pokaźną kwotę i zakupiliśmy pod miastem domek działkowy. Jego stan delikatnie mówiąc, był do lekkiego retuszu. Niczego nie mówiąc ojcu zawieźliśmy go na miejsce i zapytaliśmy co o tym myśli. Spojrzał, chwilę pomyślał i wydał osąd – niezła rudera, czyja to? Lekko zbici z tropu zaczęliśmy wszyscy razem, jednym spanikowanym głosem pytać o szczegóły. Czy na pewno nie da się nic z tym zrobić? Nie do uratowania jest ten domek? Ojciec wszystkich nas uciszył podniesioną ręką i w trakcie obchodzenia domku dookoła zaczął wymieniać: konieczna jest wymiana dachu, wszystkich okien, trzeba wstawić nowe drzwi i osuszyć całość wewnątrz. Po usunięciu wilgoci wypadałoby powalczyć z grzybem na ścianach. Na zakończenie dodał, że warto by podłączyć elektryczność na nowo, bo te wiszące resztki przewodów ze ściany spowodują co najwyżej pożar, a nie wieczorne oglądanie meczu.
Po tej tyradzie największą odwagę odnalazł w sobie mój starszy brat, wręczając ojcu klucze i jednocześnie pytając, czy chciałby żeby mu w czymś pomóc, może z elektryką?
Po pierwszym szoku, zmarszczył czoło jak za każdym razem, gdy się za coś zabierał i odpowiedział – mógłbyś poszukać firmy produkującej gotowe całe lekkie dachy. Uśmiechnęliśmy się wszyscy wiedząc, ze był to strzał w dziesiątkę.
Projekt trwał około pół roku, a właściwie prolog projektu, ponieważ rozrósł się on do rozmiarów firmy remontowej. Z ruiny domku powstało prawdziwe cudo, do którego nawet mama lubi przyjeżdżać pomimo , że nie nienawidzi opuszczać, jak to sama mówi, cywilizacji. Ojciec po sukcesie jakim okazał się remont domku, postanowił zająć się zawodowo wykonywaniem podobnych remontów i w tej chwili jest o co najmniej 15 lat młodszym prezesem małej firmy remontowej, której sława zatacza coraz szersze kręgi.

lekki dach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *